Jacek Gallant oficjalna strona

Kosowo

Aktualności

Bierze mnie, bierze mnie, bierze mnie złość...

Kiedyś za moich czasów - niektórzy mówią za komuny - podręczniki były za darmo. Przekazywały je sobie dzieci z klasy do klasy. Przynajmniej tak było u mnie, w Lublinie, w Szkole Podstawowej Nr 8 przy ul. Lipowej. Tak było, bowiem nauka była za darmo. Przynajmniej tak rozumiano to za tzw. socjalizmu i tak to realizowano. Jakieś tam składki pieniężne były zbierane na komitet rodzicielski, z których to finansów potem  dopłacano do wycieczek, rajdów, biwaków i innych imprez dla uczniów.

 

Od kilkunastu - o ile dobrze pamiętam, a może od przeobrażenia Polski w kraj kapitalistyczny - za wszystko się płaci, choć w Konstytucji stoi napisane, że " Art. 70. Prawo do nauki

1. Każdy ma prawo do nauki. Nauka do 18 roku życia jest obowiązkowa. Sposób wykonywania obowiązku szkolnego określa ustawa.

2. Nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna."

I teraz gdy dowiaduję się, że moi znajomi musza wydać ponad 500 zł na podręczniki dla swojego dziecka w 3 klasie szkoły publicznej, potem muszą dołożyć na Komitet Rodzicielski  po 200-300 złotych, które to pieniądze potem przekażą dyrekcji szkoły na malowanie szkoły, albo na zakup rzutników albo innych pomocy naukowych dla uczniów - to czegoś tu nie rozumiem. Kto łamie prawo?

Rodzice dziecka, dyrekcja szkoły, czy władzę samorządowe lub rządowe ?

Rodziców wykluczam, bowiem oni chcą dla dziecka jak najlepiej i robią to co nakazuje im rzeczywistość, czytaj : dyrekcja szkoły. Dyrekcja szkoły odpowiada zaś przed władzą samorządową która administruje szkołami. Za program nauczania w szkole odpowiada więc ( kuratorium) ministerstwo czyli rząd.

Skupmy się wiec na samorządzie i na rządzie.

Samorząd dostaje  rokrocznie subwencję od rządu na określone zadania oświatowe, a więc na szkoły. Wiadomo od lat, że subwencje te nie wystarczają na realizację wszystkich potrzeb szkolnych - więc samorządy, czyli rady gmin, powiatów i  sejmiki wojewódzkie dokładają z własnych dochodów na remonty  podległych im szkół, zakupy pomocy naukowych itp. To jednak i tak nie wystarcza. Dlatego dyrektorzy szkół, przy pomocy co obrotniejszych rodziców wchodzących w skład komitetów rodzicielskich, organizują zbiórki pieniędzy na określone cele w szkole. Stąd te dodatkowe składki.

Tylko dlaczego trzeba tak dużo płacić za podręczniki? Otóż, dlatego, że książki kosztują a wydawcy nie dołożą do tego własnych pieniędzy. Gdy dodamy tu, że co raz, jakiś "geniusz" w ministerstwie wymyśli coś nowego i zmienia program nauczania - to sprawa staje się oczywista, bowiem trzeba zmienić podręczniki, pomoce naukowe itd. To kosztuje. Nie ma już słynnego elementarza Mariana  Falskiego, z którego uczyły się miliony Polaków ( nawet obecni członkowie rządu) i było dobrze. Podobno Tusk, premier, obiecał, że od września tego roku ma być ten podręcznik ( w zmienionej formie - nie wiem dlaczego?) za darmo rozdany pierwszoklasistom. Tylko czy napewno? Trudno mi w to uwierzyć. A co z pozostałymi uczniami? Ich rodzice muszą zapłacić za książki ich pociech. To jest równość wobec prawa? Czy to jest też przestrzeganie Konstytucji Polski?

Za to należy się wszystkim odpowiedzialnym za polską oświatę osąd przed Trybunałem Stanu. Premier, ministrowie i niestety samorządowcy. Wszyscy oni nie przestrzegają Konstytucji. I wcale nie potrzeba afery hazardowej,  ambergoldowej, podsłuchowej czy innej. Za to bierze mnie na nich złość. Bierze mnie, oj bierze... I niestety na tym się to najprawdopodobniej skończy.

 
Jesteś tutaj: Strona główna Blog Bierze mnie, bierze mnie, bierze mnie złość...