Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

 

Czas na porządki

 

Przeczytałem w lubelskiej Gazecie Wyborczej, że „Grzegorz Kurczuk, były minister sprawiedliwości i jeden z założycieli SLD, porzucił partyjne funkcje. W liście do kolegów zarzuca Sojuszowi słabość, a jej liderom z Grzegorzem Napieralskim na czele marginalizowanie działaczy mających własne zdanie oraz zmarnowanie czterech lat w opozycji”. Dalej w tym tekście czytam, że „Władzom partii zarzuca naruszanie demokracji wewnątrzpartyjnej. Pisze, że”twarzą SLD stał się Ryszard Kalisz. Program SLD znają chyba tylko jego autorzy i polityczni hobbyści, a prawicowy PiS odbiera elektorat socjalny. Ludzi odważnych z własnym zdaniem w Sojuszu się marginalizuje”.  Bardzo mnie to zaintrygowało. Wróciły wspomnienia z całkiem niedalekiej przeszłości, gdy byłem w SLD i ....

 

Pamiętam posiedzenia zarządu partii, zebrania członków i normalne rozmowy o problemach zwykłych ludzi, którzy zwracali się do nas o pomoc. Wówczas  SLD był na szczycie władzy, rządził Pawlak a potem Leszek Miller –  posłowie lewicy wysłuchiwali nas, lokalnych działaczy i czasem pomogli, a czasem nie. Wtedy też jako radny i wiceprezydent miasta spotykałem się często z Grzegorzem Kurczukiem. Lepiej nie będę przytaczał tych wspomnień. Dość powiedzieć, że nie były to moje ulubione rozmowy. Zwłaszcza, że w tamtym czasie Kurczuka nie interesowały problemy miasta, bo był zajęty ugruntowywaniem swojej pozycji w partii. Zaczął walczyć o przywództwo w SdRP z Izabellą Sierakowską. Wygrał w końcu tę batalię, gdy został wicemarszałkiem Senatu, wbrew Aleksandrowi Kwaśniewskiemu (wtedy szefowi partii). Kurczuk zyskał poparcie działaczy z ” terenu” organizując tzw. spółdzielnię. W wyborach liczy się większość i tę umiał on zorganizować Tę taktykę stosują dziś wszyscy. O sukcesie albo porażce decyduje arytmetyka. Kupczy się głosami i potem reguluje zobowiązania, dając w rewanżu synekurki. Cóż, na „spółdzielnianą” demokrację nie ma rady. A na demokrację nie wolno się obrażać, tylko wyciągać wnioski.

W kwietniu 2004 r., widząc, co dzieje się w SLD, odszedłem wraz z innymi do powstającej Socjaldemokracji Polskiej. Nic nie straciłem, a zyskałem – spokój i poczucie wewnętrznej uczciwości i spójności tego, co robię z tym, co myślałem. Nie musiałem słuchać frazesów i uczestniczyć w nic nie dających spotkaniach tzw. kierownictwa. W 2006 roku zapadła decyzja, że kandydaci lewicy startują do wyborów z list komitetu Lewicy i Demokratów. Wtedy Grzegorz Kurczuk, jako szef lewicy w województwie, niemal sam układał listy kandydatów. Wtedy część ludzi odeszła z SLD nawet do PO. A po wyborach okazało się, że SLD nie ma w Radzie Miasta żadnego swojego kandydata. Co prawda, Zdzisław Drozd z Unii Pracy – forowany przez Kurczuka - wygrał ze mną wybory i został radnym, ale po dwóch miesiącach bycia w RM Lublina wstąpił do PiS.  SDPL miało trzech radnych.

Nie żałuję tych lat spędzonych w SdRP i SLD. Wiele zrobiliśmy. Wielu osobom pomogłem ja, moi współpracownicy i koledzy z partii. Jednak czytając takie wynurzenia byłego lidera lewicy, nie sposób nie reagować. Nie sposób nie przypomnieć Grzegorzowi Kurczukowi, że to on „rozłożył” lubelską lewicę. To jego polityka zwalczania konkurencji spowodowała odejście wielu zacnych i wartościowych ludzi z szeregów SLD. On też dokonał podziałów wśród innych partii lewicowych, choć sojusz jako najsilniejsza organizacja winna wspierać słabszych i mniej licznych. To taka ważna cecha prawdziwej lewicy. Ale nie lubelskiej. Dziś kontynuatorem tej polityki jest uczeń Kurczuka  - Czerniak.

Przytoczone wyżej fakty to tylko namiastka tego, co działo się w największej partii lewicy w regionie. Kurczuk dzięki Sierakowskiej został najpierw senatorem, a potem posłem. To Sierakowska była zawsze liderką lewicy i ona „punktowała” w wyborach. Przekonał się o tym po raz kolejny w 2007 roku sam Kurczuk, kiedy nie chciał dopuścić Sierakowskiej na pierwsze miejsce na liście do Sejmu. I tę walkę przegrał, choć kampanię Sierakowskiej organizowała mała grupa osób z SDPL, bez wsparcia SLD. Taktykę zwalczania konkurencji, czyli osób, które mogły zagrozić Kurczukowi, stosował były minister od zawsze.

Dziś czytam o konflikcie Kurczuka z obecnym szefem SLD – Jackiem Czerniakiem. Hm, znowu ciekawostka. To przecież Kurczuk nauczał Czerniaka strategii i taktyki partyjnej, bowiem przez wiele lat – ten drugi - był asystentem posła. Jak widać nauka nie poszła w las.

I teraz zdziwienie Kurczuka, że nie ma na listach SLD „ ludzi odważnych z własnym zdaniem”. A ktoś ich w SLD naprawdę szuka i potrzebuje? Tak trudno ich znaleźć? Pochowali się, czy może nie chcą w pewnym towarzystwie się pokazywać? A może ich życiowe doświadczenie nakazuje ten swoisty ostracyzm polityczny. A może to Grzegorz Kurczuk nie umie odejść z honorem? W każdej partii są frakcje, koterie i zwalczające oraz konkurujące ze sobą obozy. To zrozumiałe i normalne. Ale metody działania szefów rzutują na całą organizację. Widać w lubelskim SLD nikt nie przywiązywał do tego należytej wagi. Przewodniczący Czerniak nie zamierza nic zmieniać i dzieli nadal ludzi lewicy i udaje, że rządzi. Stąd takie rezultaty osiąga w wyborach lewica. Dziś, nawet, paradoksalne ze zdroworozsądkowego punktu widzenia, popieranie przez Kurczuka Izabellę Sierakowską do Senatu, nie rozwiązuje problemu. Zwłaszcza czytając takie stwierdzenia w GWL śmiem twierdzić, że hipokryzja w SLD sięgnęła zenitu. Bo o chorobie alzheimera to chyba nie możemy mówić w przypadku Kurczuka i Czerniaka. A może w sojuszu zapomniano, starą prawdę historyczną, że każda rewolucja pożera własne dzieci?

 

 

PS. Napisałem ten tekst nie po to, aby samemu się skarżyć i utyskiwać. Nie po to, że sam szukam poklasku i chęci zaistnienia w polityce. Z tego się „wyleczyłem”. Jest mi tylko po prostu żal ludzi, żal ludzi lewicy, których rozgrywki kierownictwa partyjnego najbardziej dotykają, a sami nie chcą, albo im nie wypada ostro reagować. A są oddani lewicy podobnie jak ja. Mnie dziś nic nie łączy z SLD i nie mam aspiracji politycznych, więc mogę pisać. Piszę i tak delikatnie tylko o faktach, które znam, bez złośliwości i chęci „dobicia leżącego”. Milczenie w kwestiach SLD nie rozwiąże problemu. Czas najwyższy, aby Lewica otrząsnęła się z ludzi, którzy jej nie pomagają. Czas, aby Ci, którzy rozumieją i respektują wartości lewicowe naprawdę stanowili zaporę przed liberalno - konserwatywnymi pseudo ideami. Historia wszak pokazuje, że to, co zbudowała lewica (faktycznie i w przenośni) w Polsce jest najtrwalsze i ciągle stanowi niedościgły wzór. Przykłady są wokół nas i je wszyscy znamy. Więc czas na porządki po lewej stronie lubelskiej sceny politycznej. Wówczas, być może w październiku, okaże się, że ostatnie cztery lata nie były dla lewicy stracone. Tego wszystkim i sobie życzę.

Moje podróże

lubl1o
lubl1s
lubl1t
lubl1u
lubl1a
lubl1b
lubl1c
lubl1d
lubl1e
lubl1f
lubl1g
lubl1h
lubl1i
lubl1j
lubl1k
lubl1l
lubl1m
lubl1n
police hq
grand hotel prisztina
Previous Next Play Pause
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20